14 marca - 17 kwietnia 2014

Magdalena Starska Razem przetrwamy wszystko

“Znam Starską od wielu lat, i od wielu lat oglądam jej rysunki, nigdy jednak nie widziałem jej malarstwa. Byłem więc ciekaw, jak może wyglądać malarstwo Starskiej. (A wiadomo, że jeśli ukończyła grafikę na ASP w Poznaniu, zajęcia z malarstwa mieć musiała). Dlatego przy pewnej okazji poprosiłem ją, by pokazała mi jakiś swój obraz ze studiów. Ona wyciąga obraz, a na tym obrazie jest „rysunek Starskiej taki jak zawsze” (postaci, za duże głowy, krzywe łapy itd.), tylko że na płótnie. W tym sensie Starska „nie umie malować”; nawet na zajęciach z malarstwa, nie potrafiła udawać, że maluje. Stąd mam podstawę twierdzić, że Starska w swej sztuce nie potrafiłaby udawać czegokolwiek, nawet gdyby chciała.
Głęboka naturalność, czyli prawdziwość Starskiej sprawia, że jej rysunki działają w pewnym sensie jak ikony, jak obrazy sakralne. Tradycja malarska od starodawnych czasów aż do Nowosielskiego mówi mniej więcej tak: Ikona nie jest „zwykłym przedstawieniem”. Ikona jest wizualną reprezentacją rzeczywistości niebiańskiej. Ale można postawić sprawę inaczej: ikona jest prawdziwym obrazem prawdziwego świata, ale przepuszczonym przez ciało anielskie, czyli przez ciało zwierzęcia subtelniejszego niż człowiek(…)
Starska, oprócz tego, że rysuje, uprawia coś pomiędzy rzeźbą a performance. To performatywne rzeźbiarstwo bierze się z tego, że dla Starskiej wszystkie czynności rzeźbiarskie są być może nawet ważniejsze niż sama rzeźba, i tych czynności rzeźbiarskich przed ludźmi nie ukrywa, a wręcz się z nimi afiszuje, by ludzie lepiej wiedzieli, skąd się rzeźba bierze i o co w niej chodzi.
Można więc powiedzieć, że rzeźbiarska działalność Starskiej wyrasta płynnie z „nurtu życia”, by płynnie do tego nurtu powrócić. Innymi słowy, działania performatywne Starskiej nie mają pretensji do bycia spektakularnym widowiskiem. Dlatego też zazwyczaj nie posiadają wyraźnej puenty, i na tym właśnie opiera się ich dyskretny urok.
Muszę wyznać ponadto, że zazwyczaj boję się działań performatywnych. (Chyba tak, jak każdy). Boję się, że performer powali mnie na podłogę, obrzyga krwią, albo będzie mi kazał robić jakieś rzeczy, na które nie mam ochoty. Natomiast działania performatywne Starskiej mają tę zaletę, że są właściwie zupełnie nieinwazyjne. Starska nikogo do niczego nie zmusza. Mimo to jednak ludzie lgną do niej i w naturalny sposób chcą razem z nią zaprawiać ogórki, albo przesypywać piasek przez lejki.
Naturalny bieg rzeczy polega na tym, że jeśli ktoś jest głodny, to je. Jeśli komu zimno, to się odziewa. Jeśli kogo swędzi, to się drapie. I zdaje mi się, że w sposób równie naturalny jakieś nieokreślone coś pobudza Starską do jej szamańskiego rzeźbiarstwa.
Kiedy ostatnio rozmawiałem ze Starską o pieniądzach, (i na co je wyda), powiedziała: „Po co mi ten komputer. Lepiej kupię sobie działkę [ogródek działkowy]. Tam nie będę musiała się przejmować, że coś spalę [wywołam pożar]”.”

Piotr Bosacki
marzec 2014

  • Magdalena Starska: Razem przetrwamy wszystko