2 września - 1 października 2011

A CLOCK THAT RUNS ON MUD

Kilian Rüthemann, France Fiction, Michael Van den Abeele, Mateusz Sadowski, Tania Pérez Córdova, Morten Norbye Halvorsen, Darius Miksys
-
Kuratorka: Jennifer Teets

„Wiem, że brzmi to jak ironiczna gra słów, ale wcale nie żartuję. Pierwszy raz zobaczyłam coś takiego w Technikum im. Cassa w Detroit w latach 80-tych ubiegłego wieku. Znalazłam to w „skamieniałej” klasie. To jakby wyobrazić sobie „Szkołę nr 6” Kabakowa w Teksasie, choć to miejsce było jak najbardziej autentyczne. W tym sensie było swoim własnym symulakrum, choć nadal pełniło swoją funkcję. To tak jakby jakaś diabelski huragan przetoczył się przez miasto, wywracając je na nice. Wszechświat miasteczka z wolna uległ rekonfiguracji i objawił inne działanie myśli i mechanikę czasu. Czas, który wydala z siebie własne łajno. Coś co nazywają „mętami czasu”. I w przeciwieństwie do zmumifikowanej klasy Kabakowa, to miejsce nie istniało po to, by demonstrować, że jest sztuką. Uważało się wręcz za realistyczne przedsięwzięcie w warunkach prawdziwej sztuki realistycznej. Sztuki myślącej i żywej. I wszystko, co zobaczyłam poddane było w dziwny sposób swojej własnej, z pozoru doskonałej logice.

W klasie był tylko jeden przedmiot, który często przykuwał moją uwagę. Często tam sobie stał i uporczywie, dosłownie całymi godzinami, wgapiał się we mnie. Jak jakieś oślizgłe stworzenie podobne do ślimaka. Jego mechanizm nie za bardzo chciał tykać. I jakoś tak oscylował cały czas wokół godziny czwartej. Jednak z tego, co się zorientowałam, o każdej porze prowadził walkę z czasem. I jego wskazówki – godzinowa, minutowa i sekundnik – zaczęły o każdej godzinie, w każdej minucie i sekundzie żyć tym samym życiem. Patrzyłam na niego wyobrażając sobie, jak Dali zmieniłby swoją „Trwałość pamięci” gdyby osobiście to widział. Przecież na pewno popadał w ekstazę widząc, jak świeżo powstały kawałek camemberta topnieje w słońcu. Gdybym sama miała to stworzenie jakoś nazwać, umieściłabym je gdzieś pomiędzy zegarem ściennym i słonecznym; taki futurystyczny sprzęt wykonany przez potomków mezopotamskiego naukowca al-Jazari z XII w. A przecież jego mechanizm przypomniał mi, że zegary ogrodowe zachowują się bardziej jak rzeźby aniżeli zegary. Choć w teorii te tak zwane „zegary kwiatowe” powinny tykać i logicznie nadążać za czasem, w rzeczywistości dualizmu „czas-natura” nie rozwiąże bynajmniej praca maszynerii umieszczonej pod ziemią. Z drugiej strony, zegary „działające” na cytryny i muchy zawsze miały dla mnie o wiele jaśniejszą logikę.

Moje pytanie jest następujące: co by było, gdyby świat posiadał olbrzymie dziury w kształcie gigantycznych mis, w których szlam i maź wytwarzałyby energię dla czasu? Jak działałaby taka maszyneria? W jaki sposób zmieniłby się czas? Czy świat byłby półprzytomny i otępiały? Gwałtowny? A może, wręcz przeciwnie, czas i energia przeszłyby nieziemską metamorfozę, która dałaby nam inny świat bliski ósmej sfery? Jak można by w takim stanie interpretować wyobraźnię?”

Jennifer Teets

  • a clock that runs on mud
  • a clock that runs on mud
  • a clock that runs on mud
  • a clock that runs on mud
  • a clock that runs on mud
  • a clock that runs on mud
  • a clock that runs on mud
  • a clock that runs on mud