W jednym z opublikowanych niedawno po polsku esejów Flannery O’Connor pisze: “(…) każdy kto przetrwał dzieciństwo, chcąc nie chcąc zgromadził wiedzę o życiu, która starczy mu aż po kres jego dni. Kto nie potrafi nic wykrzesać z odrobiny doświadczeń, ten zapewne nic nie wykrzesze nawet z ich ogromu” *. 

Zgodziłby się z nią Bąkowski, który w zasadzie całą swoją twórczość ufundował na podobnym przekonaniu. Zakres jego zainteresowań obejmuje problemy percepcji i rozważania na temat natury wyobrażeń oraz mechanizmów pamięci, jednak terytorium działań zawężone jest do introspekcji i doświadczeń własnych zmysłów.

Najnowsza wystawa jest rezultatem ćwiczeń artysty w technikach snu świadomego, które z kolei naturalnie wynikają z przedmiotu jego zainteresowań. Jakim sposobem myśl przeistacza się w obraz? Szukając odpowiedzi Bąkowski podejmuje adekwatne zadanie formalne. Efektem jest seria rysunków węglem na spulchnionym kartonie – onirycznych, miękkich i ziarnistych przedstawień, które sprawiają wrażenie jakby nie tyle były nanoszone na papier co wywoływane z jego powierzchni. Przywodzą na myśl niedoświetlone nocne widoki, z których oko jest w stanie wyłowić jedynie ogólny kształt, a którym świadomość przydaje dowolne znaczenia. Ograniczona jest tu ilość elementów: okno, drzwi, wnętrze pokoju, kołdra, chmury, dzwonki, lampy, ptaki, księżyc, gwiazda i górne światło. 

Wystarczy ich żeby zbudować świat.

* Flannery O’Connor, “Natura i cel prozy literackiej” [w:]  “Misterium i maniery”, przeł. Michał Kłobukowski, wyd. Karakter, Kraków 2020, s. 91.