Wydaje się, że najnowsza wystawa Cezarego Poniatowskiego stanowi dobrą okazję, żeby powiedzieć sobie kilka rzeczy na temat twórczości artysty w szerszej perspektywie. Najprościej będzie ją ująć w postaci odrębnych punktów, z których być może uda się złożyć jakąś całość:

  1. 1. Prace Poniatowskiego to przestrzenne trójwymiarowe obiekty, i dotyczy to nawet naściennych reliefów, często o głębokości znacznie poważniejszej od tego, co przyjmuje się kojarzyć z płaskorzeźbą. Z drugiej jednak strony wszystkie te obiekty w warstwie metaforycznej odnoszą się do zubożenia wymiarów: ich przedmiotem jest pusty gest, płytka percepcja, symulacja, nonsens.
  2. 2. Wymyślony przez Poniatowskiego w szczegółach świat jest zbudowany z ograniczonej ilości elementów: człeko-, owado- roślinopodobnych stale obecnych w jego twórczości. Stąd biorą się rekonfiguracje, powtórzenia, i ogólne wrażenie obsesyjności.
  3. 3. Powyższe nie przeszkadza Poniatowskiemu zagęszczać działań i komponować rozbudowanych przedstawień, a być może wręcz przeciwnie – to właśnie dzięki temu ograniczeniu udaje się artyście wykreować konwencję – świat o wyraźnym charakterze, rodzaj mutanta w którym ożenione zostają baśń, western i awanturnicza opowiastka, groza i komedia.
  4. 4. Ta konwencja – w sposób celowo prowokowany i kontrolowany – pęka miejscami w szwach. Widoczne ciągi tapicerskich zszywek, słoje drewnianego podłoża, nagromadzenie drobnych usterek, ujawnienie fastrygi i generalnie prowizoryczna natura, czy wręcz amatorska aura, nie tyle osłabiają wspomnianą wyżej konwencję, co zwyczajnie ją rozsadzają – nadają jej wywrotowej mocy.
  5. 5. Zasadniczą rolę gra tutaj zarówno świadomy dobór technik, jak i materiałów – w większości ubogiego pochodzenia: sztuczna skóra, gąbka, plastik, stare meble, paździerz, wydeptany dywan – cały katalog rzeczy tak samo pospolitych w kontekście domowym, jak wstydliwych w kontekście artystycznym. (Nawet węgiel występuje tutaj w swej najtańszej postaci – jako brykiet.)
  6. 6. Naładowany potencjałem narracyjnym fantazyjny świat jest uwięziony w bezruchu, zatrzymany w ekspresyjnym grymasie, ale także – i tutaj wybrzmiewa sedno twórczości Poniatowskiego – niepokojąco namacalny, ucieleśniony. Jest nabrzmiały i opuchnięty. Szczypie i swędzi, jakby coś jadowitego zbierało się pod skórą. 
  7. 7. Wierzyłem święcie w świat kalejdoskopu, cekinów i cyrku, nie podejrzewałem żadnych sztuczek, nie obskrobywałem niczego paznokciem, żeby sprawdzić, czy prawdziwe. Bo nie wolno niczego skrobać ani sprawdzać. Bo jak się świat trochę poskrobie, to zaraz cały zaczyna się paskudzić jak rozgrzebana ranka, i już jest do wyrzucenia. (Michał Witkowski, Fototapeta, wyd. 2006)
  8. 8. Jeśli można uznać wystawę sztuki za cmentarzysko (jak czyni gdzieś w swoich tekstach Moyra Davey), wypadałoby najpierw spojrzeć na nią jak na cyrk a na każdą pracę jako kolejny numer programu, kolejny popis. (Welcome to Itchy Truths!)
  9. 9. Można także odwiedzić ją jak zoo, a przechodząc między klatkami i terrariami z wizytą u ich mieszkańców mieć w pamięci niekoniecznie komfortową myśl, że obserwator jest tutaj także obserwowany. Podobnym wzrokiem cała twórczość Poniatowskiego się nam przygląda, oczami z żarówek lub piłek, przez zagłębienia, szpary i otwory się w nas wpatruje.

Wystawa odbyła się w ramach Warsaw Gallery Weekend 2020.