5 - 31 października 2009

Wojciech Bąkowski: Piękno

Wydaje się, że Wojciech Bąkowski już niebawem zamknie się bez wyjścia w swoim studio, zasłoni okna, wygłuszy pokoik, oddzieli od światła i od szumu miasta, od świata, po to by go zatrzymać w stopklatce, w jakiejś nieprzyzwoitej konwulsji, aby go przemocą pojmać i przenikliwie opisać. Najnowsze prace Wojtka zdradzają rozedrganą osobowość ich autora, chorobliwą wrażliwość człowieka, który nastraja się na wielu częstotliwościach jednocześnie, chłonie i filtruje wszech-obecny chaos jak katalizator.

„Filmy mówione”, które powstają w kolejno numerowanych częściach, są terenem na którym Bąkowski wypróbowuje sposoby łączenia animacji ze słowem mówionym. W każdym z filmów przesuwa ciężar w inną stronę, stosuje odmienne rozwiązania formalne, a także ćwiczy język sprawdzając granice komunikatywności. W pierwszych trzech „Filmach” łatwo było zauważyć, że zdezintegrowana poezja Wojtka musi być „mówiona”, ponieważ w rytmie i melodii głosu zawiera się duża część jej znaczeń. Recytacje Bąkowskiego przypominają tłumaczenie symultaniczne z jakiegoś bełkotliwego endemicznego narzecza. W warstwie literackiej niosą za sobą skojarzenia z Białoszewskim, ale także Beckettem i Joycem. Najnowszy film Wojtka – „Film Mówiony 4” – składa się z siedmiu dosyć wyraźnie zaznaczonych części (o ile wcześniejsze filmy były rozwlekłymi poematami, to teraz mamy siedem zwartych wierszy), ma intensywne tempo, jest czarno-biały, jego zwięzły język bardziej przypomina teksty piosenek. Dużo w nim muzyki, a w zasadzie to ona tutaj dominuje, powstaje z nakładanych na siebie dźwięków, krótkich pętli, pojawia się równolegle z nawarstwiającymi się obrazami. Dosyć na temat aspektów formalnych.

Co jest w tym filmie, co przykuwa uwagę, co w nim poruszającego, w czym jego magnetyczna siła? Wydaje się, że po raz pierwszy Wojtek tak wyraźnie się odsłania. „Ja”, które w dotychczasowych filmach było fikcyjnym zlepkiem tożsamości, psychologicznym frankensteinem zszytym z osobowości autora, starca, chuligana, zboczeńca, chorego psychicznie i niedołęgi, jest tym razem pojedyncze i szczere. Bąkowski mówi za siebie i o sobie, więcej niż kiedykolwiek, może pomijając część utworów Grupy KOT…

Wystawa w Galerii Stereo nosi tytuł od pracy wideo – autoportretu Bąkowskiego, którego ścieżka dźwiękowa opiera się na utworze „Piękno” pierwszego składu Grupy KOT. To długi wideoklip, w którym monotonna partia gitary basowej i recytacja krótkiej zwrotki są podkładem nowych tekstów poetyckich. „Piękno” jest czytelnym dowodem, jak ważne w twórczości Wojtka są dokonania KOTa. Wieloletnie istnienie grupy stanowi kręgosłup jego pracy, a nie, jak mogłoby się wydawać, jedynie jej performerski margines. KOT to Bąkowski, i odwrotnie. Cała wystawa jest rzadkim przykładem stuprocentowo autorskiej realizacji, której każdy szczegół wyszedł spod ręki artysty. To oczywiście popis tak cenionego przez Wojtka kunsztu – nie od dziś wiadomo że wykonuje swoje prace z ogromną swobodą i maestrią.
Treści jakie niesie ze sobą „Piękno” są zarówno olśnie-wające, jak mroczne i niebezpieczne: „To czego ci nie mówię a się domyślasz to jeszcze nic… Jest dużo gorzej. Ja poważnie to mówię…” wyznaje Bąkowski.

Michał Lasota

  • Wojciech Bąkowski / Piękno
  • Wojciech Bąkowski / Piękno
  • Wojciech Bąkowski / Piękno
  • Wojciech Bąkowski / Piękno
  • Wojciech Bąkowski / Piękno